...i wróciła. Ale jedzie dziś jeszcze raz. Wieczorem. Na dobre.
Jutro będzie Młody! :)
poniedziałek, 25 lipca 2011
niedziela, 24 lipca 2011
Jutro
Jutro mama jedzie do szpitala. Franka trzeba wyciągnąć na siłę. Chyba się mały piernik obawia mego towarzystwa, śmiem przypuszczać.
Słusznie :D
niedziela, 17 lipca 2011
Przerwa
Dawno mnie nie było, oj dawno.
Wszyscy z napięciem czekamy na rozwój Frankowych wypadków i tak jakoś to oczekiwanie negatywnie wpływa na me zapały pisarskie. Obiecuję wrócić do dawnej formy, jak tylko będziemy w komplecie, czyli - mam nadzieję - już niedługo.
A co do ostatnich wypadków z mojego żywotka, to:
- wyrosły mi ostatnie dwie trójki
- zaliczyłam dzielnie kolejne szczepienie ochronne
- opanowałam nową formę protestu, a mianowicie nauczyłam się tłuc głową o podłogę
- przeżyłam pierwszą chorobę - wirusową infekcję żołądkową
- urosłam i mam już 80 cm wzrostu
- bardzo polubiłam taniec i kiwam się wręcz nałogowo przy dźwiękach muzyki
- rozwinęła się u mnie silna potrzeba przytulania - głównie do mamy
Tyle na dziś.
Pozdrawiam stęsknionych Czytaczy!
Do następnego!
Marysia
środa, 22 czerwca 2011
Ale to już było
Cokolwiek przychodzi mi do głowy, to okazuje się, że już było. A ja bardzo nie lubię się powtarzać. Ale niestety - takie są fakty - dni upływają mi bardzo podobnie: całymi dniami spaceruję po domu, odkrywając coraz to kolejne zakątki, z których istnienia dotąd sobie nie zdawałam sprawy.
W domu nerwowa atmosfera, którą mama podgrzewa swoimi postękiwaniami. Tata co rusz ucieka na budowę, żeby pilnować majstrów. I tak się kręci.
Ja wypróbowuję nowe smaki - dziś na przykład eksperymentowałam z kostką mydła lawendowego, którą do połowy wepchnęłam sobie do paszczy. Mama najwyraźniej się przeraziła i krzyczała, że niedobre, ale mi smakowało. Ba! Nawet się oblizałam.
Kolejny ząb mi się przebił.
Miewam humory.
Nauczyłam się rzucać ze złości na podłogę i gryźć meble.
Wygrzebałam maminy masażer do pleców i często z niego korzystam.
A tak poza tym, to już nic.
czwartek, 16 czerwca 2011
Lato (brrrr!) z komarami, lato swędzące bez przerwy
Komarów u nas - że ho ho! I to takie dorodne, jak mało gdzie. Mama mówi, że jak długo żyje (a z tego co się orientuję, to żyje już baaaardzo długo; dłużej żyje tylko tata i diplodok) to nie widziała takich bestii - mają po kilka centymetrów długości, do tego długaśne nogi i wielkie skrzydła.
Wyglądają przerażająco.
Tak bardzo, że mimo mojej ogólnej odwagi - bardzo się ich boję.
I to nawet tych martwych!
Na sam widok wykrzywiam buzię, zaczynam jęczeć i uciekam do mamy.
A ta się cieszy - bo ma pewność, że komara nie wezmę do buzi i nie zjem.
Ta radość to całkiem uzasadniona, bo... Nie chwaliłam się ostatnio, ale w temacie kulinarnych eksperymentów mam na koncie dość ciężkostrawne pozycje... Na przykład (uwaga! nie próbujcie tego w domu!) - listwa przypodłogowa... ukruszony mur beton... mamine włosy... koty podłogowe... puzzle piankowe... i kilka innych ciekawych "dań".
Na szczęście mam na tyle odporny układ pokarmowy, że żadne nieciekawe przypadłości mnie nie dopadły po spożyciu :)
środa, 15 czerwca 2011
Der kürzende Lebensraum, czyli o kurczliwości przestrzeni życiowej
Stało się!
Pierwszy minus posiadania brata pojawił się zanim on sam zdążył pojawić się na tym świecie.
Chodzi mianowicie o to, że kawałek mojego - i tak niedużego pokoju - uległ znacznemu zmniejszeniu na skutek wstawienia dodatkowego łóżeczka.
Aż chciałoby się powiedzieć brzydko - o kurtka prać! albo coś w tym stylu.
Pewnie zaraz się okaże, że muszę się z nim dzielić zabawkami i co gorsze - rodzicami!!!
Oj, młody! Grabisz sobie, grabisz...
piątek, 10 czerwca 2011
Zabiegana
Trening tuptania pochłonął mnie bez reszty.
Wciąż chodzę i chodzę...
I chodzę....
I chodzę....
Raz za rączkę.
Raz przy użyciu podpórek w postaci krzeseł, stolików, pchaczy i tym podobnych przedmiotów.
A raz zupełnie sama - trzymając rączki w górze, by móc lepiej łapać równowagę.
Poza tym nie dzieje się zbyt wiele. Upał, który trzymał przez ostatnie kilka dni, szczęśliwie ustąpił miejsca deszczom i burej aurze, przez co można choć trochę odsapnąć przed kolejnym jego atakiem.
Mama wciąż stęka i kwęka - bo jest jej bardzo ciężko w Franiem na pokładzie.
Ale już niedługo.
Łóżeczko stoi.
Wózki i niemowlęce akcesoria odświeżone.
W zasadzie wszystko gotowe.
Tylko czy ja jestem gotowa na przybycie brata?
Subskrybuj:
Posty (Atom)