środa, 9 marca 2011

O gamonianie i pieluszkowym zapaleniu skóry

Niech to dunder!
Coś mi się stało w pupę!
Mam całą czerwoną i strasznie szczypie.
Mama po oględzinach (jakież to krępujące!!!) postawiła diagnozę: pieluszkowe zapalenie skóry.
Zasięgnęła deczko wiedzy tu i ówdzie i przystąpiła do kuracji.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wieczorem czeka mnie kąpiel w jakimś gamonianie potasu.
Moja obawa bynajmniej nie wynika z niewdzięcznej barwy, jaką się przybiera po kontakcie z substancją, o nie!
Boję się, bo tata mówi, że od tego się biorą dzieci.
Masakra!
Jakby nam mało było!

99 Luftballons

Balonów w pokoiku mam całe mnóstwo.
Latają nade mną takie ładne. 
Kolorowe.
Okrąglutkie.
Podrzucam je do góry, a one powoli opadają.
I jeszcze raz.
I koleiny.
Ale zabawa!
Tyle radości!

wtorek, 8 marca 2011

W chowanego

Od niedawna reaguję na zawołanie: gdzie jest mama?. 
A skoro tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pobawić w chowanego! 
Na całego! 
Mama przegoniła mnie po całym domu chowając się w najmniejszych i najdziwniejszych zakamarkach.
Zabawa była przednia.
Zmęczyłam się jak jasny gwint.
Uśmiałam po pachy.
Teraz padam na twarzyczkę, więc pozwólcie, że udam się na krótką drzemkę regeneracyjną. 
Do następnego!

poniedziałek, 7 marca 2011

Franek

Tak, tak, tak.
Będę miała braciszka.
Franka.
Ale dopiero za pięć miesięcy, bo bocian go niesie z daleka.
Nie wiem gdzie to "daleko" się znajduje, ale chyba naprawdę daleko, skoro aż tak długo mu ta trasa zajmuje...

czwartek, 3 marca 2011

Kapitulacja

Nie, nie!
Nie martwcie się - nie moja.
Mamy!

Po wielu próbach osiągnięcia kompromisu w temacie wolno - nie wolno, mama skapitulowała totalnie i od kilku dni żyję według hasła "hulaj dusza, piekła nie ma". 

Sprowadza się to do tego, że mogę:
- wkładać wtyczki od wszelkich urządzeń do buzi
- bawić się klawiaturą komputera (tłukąc w nią lub nią np. o podłogę, biurko etc.)
- jeść łapkami i rozmemłane cząstki wcierać we włosy
- chodzić po całym mieszkaniu (za drobnym wyjątkiem w postaci łazienki, ale zapewniam, że to tylko kwestia czasu)
- żuć szczotkę, względnie grzebyczek
- zdejmować mamy okulary i je obgryzać
- sterczeć w łóżeczku, jak długo zechcę (wcześniej wieczorne czuwanie mama brutalnie przerywała, próbując mnie z powrotem położyć)
- grzebać w szufladach

Zapewniam, że to tylko początek listy i długo można by wymieniać.

Zastanawiacie się pewnie, jak to osiągnęłam? 
Cóż...
Odrobina krzyku, kilka rzewnych łez oraz domieszka delikatnego pisku.
Sukces murowany! 

środa, 2 marca 2011

Przedwiośnie

Zapachniało wiosną.
Słonko przygrzało.
Śnieg powoli odpuszcza.
Wałęsamy się z mamą godzinami po okolicy i regenerujemy się po dłuuugiej zimie.

W domu zmiana dekoracji.
Przeterminowane bombki poszły precz!
Nastał czas na żonkile, hiacynty i tulipany.

A jutro - tłusty czwartek.
Mama trochę nasmrodziła w domu bo smaży pączki. 
Mam nadzieję, że choć na kęsa się załapię.