środa, 7 marca 2012

Inna perspektywa

Pan Francisco robi ostatnio spore postępy.
Bez problemu fika z brzucha na plecy i z powrotem.
Podejmuje uporczywe próby oderwania zadka od podłoża, więc spodziewamy się, że lada moment zacznie raczkować. 
Fajnie!
Będę miała kompana do zabaw w berka.

A na zdjęciu poniżej scena jak z Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków; podczas mojej drzemki ktoś siedział w moim krzesełku.
:D




wtorek, 21 lutego 2012

Dawno

Dawno mnie tu nie było.
Wiele się działo.
Wena mnie opuściła.
I chęci też.

Jak wrócę do pełni sił twórczych, to obiecuję regularnie blogować.
Może już mi wiosny trzeba. I zastrzyku wiosennej energii?

Tymczasem prezentuję efekt naszych ostatnich (żmudnych!!!) wysiłków.
Tadam!



  

czwartek, 26 stycznia 2012

F roli głównej

Dziś Franek kończy 6 miesięcy!
Co więcej - również dziś - w końcu wykiełkował jego pierwszy ząbek.
Wszystkiego najlepszego, braciszku - dla Ciebie i Twojego ząbka!

A poniżej - kilka ładnych zdjęć.







poniedziałek, 23 stycznia 2012

La Donna e Mobile, czyli kot w kotłowni

Kilka dni temu w naszym domu zagościł kot. 
Mama dość długo się przed tym wzbraniała, jednak nocne harce urządzane przez myszy skutecznie wpłynęły na jej poglądy odnośnie posiadania w domu kota.
Kot, a raczej kotka, ma na imię Donna. Jest jeszcze mało mobile ze względu na środki ostrożności podjęte przez rodziców, sprowadzające się do ograniczenia przestrzeni oraz tymczasowego odseparowania jej ode mnie i Franka. No bo najpierw musimy się trochę poznać (w tym celu kilka razy dziennie odbywam pielgrzymki do kotłowni, w której przebywa), obwąchać, wybadać, czy nie pojawi się żadna alergia i jak nie będzie żadnych przeciwwskazań to wówczas pomyślimy, gdzie by jej znaleźć najlepsze miejsce pośród nas. 

Fotografie będą. W swoim czasie.

A z innych niezarejestrowanych blogowo tematów - wczoraj tata obchodził urodziny. Nie powiem które! Bo i sam tata stał się jakby ... wrażliwszy w temacie swojego wieku. I pewnie nie chciałby, żebym publicznie wypominała mu jego wiosenki.
Mama upiekła na tę okoliczność tort (wyborny!!!), który udekorowała płonącymi świeczkami (co było ewidentną szpilą wbitą w tatowe czułe miejsce).
Tata po wypowiedzeniu życzenia (a niech ją szlag!) i zdmuchnięciu wszystkich świeczek na raz zapytał pełen obawy:
A czy ich było naprawdę tyle, ile mam lat?
Kiedy mama potwierdziła, tata westchnął i powiedział brzydko. Cytować nie będę! :)

A w kolejnej odsłonie opowiem o moich starciach z rodzicielką.
Tymczasem się żegnam bo pora już późna.
Dobranoc!
Pchły na noc!